Autor  

Co warto zobaczyć na Fuerteventurze


Choć sami lubimy „stacjonarne” spędzanie czasu na wyjeździe wypoczynkowym, to nie wyobrażamy sobie z Madzią by nie pojechać któregoś dnia pooglądać również i dalszą „okolicę”. Pamiętacie naszą wycieczkę po Lanzarote albo Mediolanie? Warto się do samodzielnego zwiedzania przygotować i odpowiednio zaplanować czas. Z miłą chęcią Wam w tym pomogę i podpowiem, co zobaczyć na Fuerteventurze.

Dlaczego i jak zwiedzać wyspę samemu?


W wycieczkach organizowanych przez biuro podróży jest wiele wygody. Chodzicie razem z przewodnikiem, który opowiada ciekawostki o okolicy i historie z nich związane. Próbujecie miejscowej kuchni (albo pokazy zakończone spontanicznym wydawaniem pieniędzy), a w którymś bardziej turystycznym miejscu macie nawet czas dla siebie, najpewniej na zakupy i pospieszne robienie zdjęć. Nie mówię, że jest w tym coś złego (w niektórych miejscach na świecie jest to bezpieczna wersja turystyki), ale swoboda samodzielnego zwiedzania ma większy urok. No i będzie tańsze (wynajęcie samochodu i tankowanie do pełna to 50 Euro). Jedną z rzeczy, które wspominam najmilej, to zwiedzanie miasta Rodos. Bez zorganizowanej, dużej grupy. Spacery zaułkami, nieturystycznymi ścieżkami pokazało nam miasto takie, jakiego nie widać przewodnikach — magiczne i żywe, ale chciwie skrywane przed oczami. Spacery ukrytymi drogami odrywają prawdę o miejscu.

Przed podróżą, warto uzbroić się w kilka przedmiotów.
Wszystko dla oszczędzenia czasu i nerwów na miejscu.

Oto lista


  • przewodnik turystyczny (znajdziecie taki w każdej księgarni),
  • mapę regionu, do którego się wybieramy (papier jest niezastąpiony, nie bójcie się nanosić własne notatki i miejsca na mapę),
  • ściągnijcie na swój telefon mapę z google maps w wersji off-line na wypadek braku sieci (nie chodzi mi o zrobienie sobie skrina mapy, tylko jej ściągnięcie obszaru),
  • przydatne będą również aplikacje typu Google Trips, czy TripAdvisor,
  • organizując plan wycieczki, warto przejrzeć Instagram, np. wpisując # z nazwą miejscowości  lub wyspy
  • rozsądne jest sprawdzenie czy kraj, który chcemy zwiedzić samemu, jest bezpieczny. Odwiedźcie stronę MSZ-u, Polak za granicą, tam są aktualizowane informacje na temat danego państwa (czy regionu).
  • warto poczytać też o zwyczajach panujących tam, gdzie się wybieramy. Można zainteresować się też programem Odyseusz. To tylko profilaktyka, która ma pomóc w sytuacjach nadzwyczajnych. Tak samo, jak przeczytanie ze zrozumieniem tego, co jest napisane na stronie Informacje dla podróżujących, sporo tam ciekawostek

Co warto zobaczyć na Fuerteventurze?


O tym, czym są w naszej kulturze Wyspy Kanaryjskie, pisałem już w artykule ze zdjęciami z Lanzarote. Nie będę się powtarzał. Mimo tego Fuerteventura różni się od Lanzarote w taki sposób, jak dzień różni się od nocy, a wiosna od jesieni. „Oaza na pustyni cywilizacji”, to piękne i ciepłe miejsce, gościnne porównując do jej siostry z północy. Naszą wycieczkę przewidziałem na cały dzień jazdy i spacery. Trafiła się niestety nieco gorsza pogoda (jak to w zimie). Dzięki temu część atrakcji była zaskakująco inna niż na zdjęciach, które oglądałem. Mała niedogodność dała możliwość oglądania nieco ponurej wizji Raju.

Na marginesie, moja lista nie wyczerpuje wszystkich atrakcji wyspy. Tak jak napisałem, jest to jednodniowa wyprawa z kilkoma miejscami wartymi uwagi. Do tego oszczędzicie na zabytkach i muzeach, bo ich prawie tutaj nie ma. Za to są mnóstwo widoków. One są za darmo.


Co warto zobaczyć na Fuerteventurze

100 km dalej leży Maroko. Marrakesz i Sahara to jedne z miejsc na mojej liście.

COSTA CALMA


Z Madzią mieszkaliśmy na spokojnym wybrzeżu (Costa Calma), na Półwyspie Jandia. Jeśli myślicie o stereotypowych, teneryfskich plażach kanaryjskich wysp, to właśnie jest to miejsce, gdzie takie widokówki powstają. Łagodny wiaterek łagodzi piekące słońce, a korzystający z doskonałych warunków, po wodzie śmigają sportowcy. Piaszczyste plaże, często oddzielone od siebie skalistymi, naturalnymi murami, i łagodne zejście do oceanu, to wielki skarb tej wyspy. Jest to świetne miejsce wypadowe.


Na końcu tęczy nie było ani złota, ani krasnala.

PÁRAJA


Pierwszy przystanek, minąwszy Tuineje — miasto Pájara. W 15. wieku teren był skupiskiem niewolników sprzedawanych na galery. Na przełomie 17. i 18., wieku dochodowy biznes miejscowych feudałów skończył się, kiedy żołnierze z La Oliva założyli w tym miejscu koszary. Dziś w Pájarze znajdziecie piękny, barokowy kościółek z azteckimi motywami, Nuestra Senora de la Regla (zdjęcie 360′ kościoła z zewnątrz i w środku).


To nie Szkocja, to Raj, tylko się troszkę zachmurzyło.

AJUY


Po nacieszeniu ducha, ale złaknieni walorami natury, czym prędzej popędziliśmy jaskiń na plażach w Ajuy. Po minięciu wielu kozich farm i małego, stromego miasteczka, usłyszeliśmy potężny głos oceanu. Dawno nie widziałem nic bardziej surowego i brutalnego. Takie sceny widziałem tylko w filmach — wielkie fale rozbijające się o czarne skały, ociekające jaskinie. Twory z wapienia przypominały krzyczące duchy. Może echa dawnych kamieniołomów Czarnej Zatoki?

Kawałek cywilizacji wśród skał…


BETANCURIA I MIRADOR GUISE Y AYOSE


Kolejnym etapem podróży było Betancuria. To niewielkie miasteczko, ale szalenie urokliwe. Pierwsza stolica Fuerteventury. Na miejscu warto odwiedzić kościoły La Iglesia de Santa María de BetancuriaLa Iglesia Conventual de San Buenaventura oraz kaplicę La Ermita de San Diego. Polecam też udać do muzeum Archeologii oraz Etnografii.

Odpoczynek na tarasie widokowym i królowie wyspy.

Mirador Guise y Ayose. Spotkałem się też z nazwą Morro Velosa. Wspaniały punkt widokowy, o tyle ciekawszy, że w tym miejscu stoi pomnik władców pogańskich Guanczów, Ayosa i Guize’a. Rządzili oni podzieloną na dwa królestwa, Gandię i Maxarotę, wyspą. W 1404 roku zostali podbici i schrystianizowani przez Jeana de Béthencourta, który zainteresował się „Fuertą” zaraz po zdobyciu Lanzarote. Nie było to trudne. Z bazy wypadowej w forcie Rubicón, wraz ze wsparciem tamtejszego króla, Guardafía wywalczył w ciągu paru miesięcy zwycięstwo. Założył miasteczko Betancuria. Potem opanował kolejne wyspy archipelagu.


Wiecie, że na zdjęciu są kozy?

Ponoć przenoszą choroby. Ponoć to wyspa kóz, moim zdaniem to wyspa wiewiórek.

Cienia w gorące dni tu nie uświadczysz.

WIDOKI W DRODZE


Odwiedzenie miasteczka i pomników to wyprawa krajobrazowa. Wokoło możecie spotkać wiele kozich stad i zaskakujących roślin. Dzikie wiewiórki. Piękne pejzaże wyspy… Coś fantastycznego! Ciężko oprzeć się takim widokom. Są magiczne!

Drogi między górami nie są tak niepokojące, jak na Krecie, ale warto zachować zdrowy rozsądek i nie pędzić po nich jak głupi. Za rogiem można spotkać beczącą niespodziankę albo ostrożniejszy automobil. Ale jeśli macie czas i ochotę, to można bardziej zaryzykować i w gwieździstą noc przyjechać tutaj na taras widokowy pooglądać konstelacje. Nam niestety się nie udało, ale nawet w Costa Calma można było odczuć dużo mniejsze zanieczyszczenie świetlne.


Wiatraków tylko trochę mniej niż wiewiórek.

ANTIGUA


Mówią, że Fuerteventura to wyspa wiatraków. Czy tak w istocie jest? Nie wiem ile tych konstrukcji musi być, by uznać, że są „wszędzie”, ale faktem jest, że nie trudno je znaleźć. Jeśli temat Was interesuje, to możecie odbić do miasteczka Antigua i zwiedzić Centro de Artesania Molino de Antigua, muzeum wiatraków.


Piękne miejsce! Chciałbym wrócić do La Olivy i pobyć w niej trochę dłużej.

LA OLIVA —MUZEUM ALOESU


Na „Fuercie”, poza wiatrakami znajdziecie też wszędzie „kaktusowe” krzaki aloesu. Z tego powodu popędziliśmy z Madzią do miasta La Oliva. Jest tam muzeum aloesu, Aloe Vera Fresca. Spodziewaliśmy się czegoś ciekawszego. Przynajmniej miła pani poopowiadała o tym, czym jest aloes (bo na przykład nie jest kaktusem), do czego służy, jak się go przyrządza i hoduje. Wyszliśmy cali wysmarowani i pachnący. „Muzeum” to jednak tylko sklep z aloesem. Ja tam lubię tę roślinkę — kupiliśmy parę specyfików i dostaliśmy krzaczek do posadzenia.

Warto na miejscu zjeść obiad. Wyspa znana jest z koziego sera, więc na tym się skupcie. Przyznam, że z początku mi nie smakowało jakoś wybitnie, ale z kąska na kąsek było coraz lepiej. Kozina też jest dobra. Jest tam parę miejsc z tapas. Nie trudno znaleźć miejsce dla siebie. Patrzcie, gdzie jedzą miejscowi. Odwiedzić możecie też kolejny, mały kościółek na tej liście, Iglesia Nuestra Señora de la Candelaria.


W tle przechadzali się szturmowcy Imperium. Czegoś szukali. Kiedy wyjąłem aparat, to schowali się za wydmy.

CORRALEJO


Z La Olivy do Corralejo jest nieco więcej niż 15 km (choć na mapie wygląda jak #niewiadomojakdługatrasa). To pierwsza naprawdę duża miejscowość na tej trasie. Świetne miejsce nie tyle do zwiedzania, ile do wypoczynku, zjedzenia obiadu, połażenia po sklepach i takim tam rozrywkom. Z portu można zobaczyć dwie wyspy (i jak kto chce, popłynąć promem), wielką Lanzarote i maleńką Isla de Lobos. Na tej mniejsze, można wejść na szczyt wulkanu Caldera de la Montana (182 m n.p.m.). Wracając się na południe, najlepiej jechać wzdłuż wybrzeża. Zaraz za miastem jest piękny, piaszczysty region, ciągnące się przez kilka kilometrów piaszczyste wydmy przywołujące na myśl scenografię z pustynnej planety Tatooine z Gwiezdnych Wojen (ps. najnowsza część tej sagi będzie między innymi kręcona na Fuerteventurze).


Ale ja kocham te widoki! Z jednej strony morze, a z drugiej góry…

PUERTO DEL ROSARIO I CALETA DE FUSTE


Powrót wschodnim wybrzeżem wyspy daje sposobność wyciszenia się wśród pięknych skał. Czerwone promienie słońca ślizgają się po chropowatej fakturze kamienia i przemykają pomiędzy ostrymi szczytami Roja, La Montañeta de Abajo, Gamón, Zurita, Las Atalayitas… Jeśli wycieczka po Corralejo się udała i lubicie smakować turystycznego gwaru, zajrzyjcie do któregoś z dwóch miasteczek po drodze — Puerto del Rosario, obecna stolica wyspy, lub Caleta de Fuste. Co znajdziecie w stolicy? Poza urokliwą plażą Playa Chica, mieści się też tam Casa-Museo de Unamuno. Muzeum Dona Miguela de Unamuno, hiszpańskiego poety i dramaturga, znaczącej postaci dla nowej historii Fuerteventury. W Caleta de Fuste pójdźcie do Dreams House Museum, pospacerujcie między sklepami z pamiątkami (można coś ładnego „w miarę regionalnego” kupić, w odróżnieniu od sklepów na Lanzarote…), a jeśli macie tysiąc godzin wolnego, zmierzcie się z polem golfowym! LUB pójdźcie szlakiem Guirra do kopalni soli Carmen


A jak klikniecie sobie TU, to macie większą mapę.

OASIS PARK


Ostatnim przystankiem jest sławne Oasis Park. I od razu ostrzegam, to nie może być chwilowa wizyta. Na tę atrakcję wyspy należy przeznaczyć jednak znacznie więcej czasu niż „godzinka”. Na miejscu możecie oglądać drapieżne ptaki, papugi, różnej maści gady… Niestety rozrywka jest dość droga, o czym możecie przekonać się na ich stronie. Dotyczy to nie tylko wejścia do ZOO, czy „zabawy” z lwami morskimi, ale przejażdżki na wielbłądzie, czy obcowania z lemurami. Jeśli zgłodniejcie, to na miejscu są ze trzy restauracje. A dzieciaki znajdą zabawę na Kid’s Farm.


Sporo było do zobaczenia. Szkoda, że nie zdążyliśmy zobaczyć osiadłego na mieliźnie w 1994 roku liniowca „American Star”. Spóźniliśmy się kilka lat i obecnie jest atrakcją na nurków. ALE ciekawy wrak jest do obejrzenia na Zakintos na Plaży Navagio. Może to będzie kolejny cel podróży?

A co warto przywieźć z sobą z Fuerteventury? Jeśli zamierzacie przywieźć z sobą kamienie, muszelki, czy piasek, to musicie wiedzieć, że jest szansa, że Wam to zabiorą. Jeśli chcecie, to musicie się postarać moi drodzy przemytnicy. Olejcie zwykłe pamiątki… sami wiecie jakie. Do domu wróćcie z biletami, znaczkami, notatkami w Moleskinie, mapą, ulotkami, miejscową gazetą, pieczątką z poczty… Zawsze lubiłem takie skarby. Dla mnie o wiele cenniejsze od magnesów na lodówce (choć słyszałem o ludziach, co to kolekcjonują i nie mam nic przeciwko… nawet zarabiałem na chleb sprzedając takie rzeczy). Nawet zgarnięty między strony krzyżówki długopis, czy liść jako zakładka w książce to coś bezcennego.


Tymczasem pozdrawiam Was ciepło i bardzo się ucieszę,
jeśli Fuerteventura znajdzie się na liście do zobaczenia
albo kierunkiem tegorocznych wakacji.

Kamil
O Autorze

Z wykształcenia dziennikarz. Z przyjemności fotograf. Z konieczności grafik. Z miłości bloger.

PODOBNE WPISY

Tradycja, która wywołuje uśmiech
November 21, 2016
BULLET JOURNAL: moje rozkładówki na październik 2016
September 18, 2016
To nie jest kolejny przewodnik po Lanzarote
August 22, 2016
Nasza wakacyjna playlista! + wyniki konkursu
June 23, 2016
Kapsuła czasu — prezent na rocznicę
June 18, 2016
13 albumów muzycznych, które nigdy się nie nudzą
May 04, 2016
Share Week 2016
March 24, 2016
Nadeszła wiosna!
March 22, 2016
Zwiedzanie Mediolanu #2 — komunikacja i jedzenie
March 07, 2016
  • Bardzo przyjemnie się czytało, piękne miejsce, kolejne zapisane na liście marzeń 😃

    • Cudownie! A co jeszcze na tej liście masz?

      • Och wiele miejsc np. Grecja, ponownie Chorwacja, Toskania, Irlandia… W moim przypadku jest tak, że zakochuję się np. po oglądnięciu filmu. Szukam informacji i albo zapisuję na liście marzeń, albo zapominam. W Polsce też jest kilka takich miejsc np. Mazury

  • Aaaaa przepięknie! Chciałabym sie tam przenieść! TERAZ!!!!

    • W sumie to jest to do zrobienia jeśli TERAZ oznacza „jakoś za parę dni”…

  • Bardzo fajnie popatrzeć sobie z rana na takie piękne widoki
    Mam pytanie techniczne- w jakim programie zrobiony jest kolaż ze zdjęciami z Betancurii?

  • Julia Siwinska

    Takie kraje są tylko w sferze moich marzeń

    • O dziwo nie są takie drogie, pomyszkować cierpliwie na last minute poza sezonem wakacyjnym i będzie

      • Warto też policzyć, czy zorganizowanie wyjazdu na własną rękę nie wyjdzie taniej (albo w tej samej cenie, ale o wyższym standardzie). Jak porównywałem oferty, to wychodziło mi, że lecąc zimą na Fuertę Ryanairem (ok. 1000 zł za 2 osoby) i mieszkając w hotelu nad samym morzem (ok. 1600 zł) wychodzi to lepiej niż z biurem podróży. I jeszcze na wynajem samochodu zostaje

        No tyle, że trzeba taki wyjazd planować i rezerwować dobre kilka miesięcy wcześniej.

        • My tam jesteśmy zwolennikami obu rozwiązań, ale nie do takich samych oczekiwań wobec wakacji. Kiedy chcemy leżeć brzuchem i myśleć jedynie o tym, czy chcemy wodę z lodem, czy tym razem może coś mocniejszego z palemką, to wolimy biuro. Kiedy jedziemy zwiedzać i intensywnie spędzać czas, wtedy samemu wszystko ogarniamy

          A cenowo to różnie wychodzi, trzeba cierpliwie polować w obu przypadkach

  • Piękne miejsce! Wyspy Kanaryjskie są idealne na późne lub bardzo wczesne wakacje. Byłam na Teneryfie w listopadzie i wróciłam zachwycona Jeśli kiedyś będę organizować urlop w chłodnych miesiącach, to w kolejce jest właśnie Fuerteventura i Lanzarote, ale bardziej się skłaniam ku tej drugiej.

    • Jestem zachwycona! Warto zobaczyć obie wyspy

    • Kanary to chyba najlepsze miejsce na wakacje w zimie Nam jeszcze trochę zostało tam do zobaczenia…

  • Monika Nastalska

    Super, że trafiłam na ten wpis, bo akurat za dwa dni będe na Fuerteventurze Mam nadzieję, że pogoda dopisze i uda nam się zobaczyć choć połowę z tych miejsc!

    • To nie będzie trudne, bo zwykle są blisko siebie Baw się dobrze i zdaj tu relację, kiedy wrócisz

  • loveshinny

    Świetnie piszesz!!

    Buziaki,

    zapraszam do mnie, kochana!

    http://loveshinny.pl/

  • Fauertaventurę mamy w planach Ale my akurat odwrotnie, zamiast stacjonarnie wolimy zobaczyć jak najwięcej. Chociaż byczenie się na plaży też jest zawsze mile widziane!

    • Co-kto-lubi Byczenie na plaży to główna atrakcja Fuerty Do zwiedzania nie ma tam dużo (pomijam widoki, których jest sporo), więc tak czy inaczej kończy się na plaży

      • Co-kto-lubi – to przede wszystkim!

  • marsedam

    Piękne zdjęcia Ostatnio mój kuzyn odwiedził Fuertaventure i był równie zadowolony, gdyby mógł, chętnie jeszcze raz by się tam wybrał

  • Urocze miejsce, uwielbiam takie wycieczki

  • Amrita Rutka

    Super wpis! Odnośnie zbierania pamiątek- z mężem mamy ‚wystawkę’ w salonie.Zaczęliśmy od zdjęcia ze ślubu i dużego pluszaka-bociana dostaniętego w prezencie;) dołożyliśmy ręcznie zdobiony bumerang, piłeczkę z pola golfowego, oryginalną piłkę futbolową a ostatnio gigantyczną piękną szyszkę z parku narodowego Teneryfy. Z każdej wyprawy przywozimy coś, co szczególnie zwróciło naszą uwagę, dlatego z Fuerty mamy drewniany otwieracz w kształcie penisa ale tego już nie trzymam na wierzchu..

    • Bardzo dobrze przywieźć z sobą jakąś porządną pamiątkę z wakacji A tę szyszkę, to bardzo musieliście zakopać w ubraniach? Lubią na lotniskach zabierać takie płody ziemi jak piasek, czy kamyczki Ciężko coś z Fuerty (czy Lanzaroty) przywieźć z sobą coś innego, jak na każdym kroku tam to jest (a w przypadku Lanzarote, to właściwie jedyna pamiątka nie od „Chińczyka”, która wygląda na regionalne dzieło)

      • Amrita Rutka

        Właśnie aż dziwne, bo szyszkę miałam po prostu w torebce, a znajomy cały plecak szyszek i nic nikt nie mówił:) może zaspani kontrolerzy, bo lot w środku nocy..