Autor  

Jest za czym tęsknić?


Bywam nostalgiczny. Lubię oglądać zdjęcia, choć czasem odkrywam z zażenowaniem, że nie wiem już kto na nich się do mnie uśmiecha. Znajome twarze przypominają wspólne chwile. Z dalekich lat przebijają się sceny, które nie wiadomo właściwie dlaczego, pozostały w pamięci. Tata zaszczepił we mnie potrzebę posiadania pamiętnika. On prowadził swój z podróży. Może któregoś dnia zechcecie go zobaczyć? Sam miałem taki swój, w który wklejałem zdjęcia przyjaciół, bilety, wycinki. Zapisywałem piosenki.

Najstarsze wspomnienie, jakie mam. To najgłębsze. Może nawet z momentu, w którym narodziła się we mnie samoświadomość. To olśnienie, że jestem, że istnieję, że wokół mnie są ludzie i miejsca. To najdawniejsze widmo mojego Ja wygląda tak:

Wokoło jest szaro i cicho. Sufit i belka stropowa, na której postawiony jest doniczka, z której zwisa roślina z ogromnymi liśćmi. Ktoś mnie podnosi, zanosi do okna i robi się jasno.

Postanowiłem zebrać kilka takich ogólnych wspomnień z mojej młodości. Tak mnie naszło. Myślę, że wśród Was, nasi drodzy Czytelnicy znajdą się ludzie, podobnie jak ja, lubiący gromadzić wspomnienia.

Kiedyś usłyszałem w telewizji, że „Każdy z nas ma swój wehikuł czasu. W przeszłość zabierają nas wspomnienia, a w przyszłość — marzenia.” Zapraszam Was do mojej maszyny czasu. Nie musicie zapinać pasów, będziemy zaglądać przez okna i patrzeć z daleka 😉

Wakacje

Nie ma co się oszukiwać. Dorosły ma tylko „dwa tygodnie” wakacji, a dzieci ponad dwa miesiące. Kto by tak nie chciał? Kiedy kończy się szkoła, codziennie rano, czyli kolo 10-11, budzisz się, jesz szybkie śniadanie i biegniesz po chłopaków pograć w piłkę. Nie było nic fajniejszego niż bieganie po podwórku. To były czasy, kiedy nie było czegoś takiego jak sporty związane z grami wideo. Niestety, takie zabawy wymagały jakiegoś, chociaż małego zespołu. A zawsze było tak, że akurat któryś z kumpli gdzieś wyjechał, a kiedy wracał, to znikał kto inny. Taka wakacyjna wymiana. Dało się przeżyć, bo mieliśmy i inne rozrywki. Mogliśmy pograć w planszówki albo (jak mama pozwoliła), to na Pegasusie w Contrę. Innym razem biegaliśmy po krzakach z karabinami z patyków. I tak długo aż mnie gdzieś nie wysłali. Do dziś wspominam cudowne wakacje, jakie miałem na działce u babci. Albo nad morzem.

Do dziś pamiętam ten zapach drewna i kurzu. Poranną rosę i nuty Lata z radiem. Stukanie w garnki i wujka szykującego jajecznicę z pomidorami. Biegało się po podwórku, karmiło koty, obserwowało się jaskółki, robiło bazę pod młodą jabłonką. Obowiązki też były — zmywanie naczyń, pomoce w ogrodzie, zrywanie truskawek i porzeczek. Czasem babcia kazała nazrywać różnych liści i przynieść jej, to wtedy uczyła, który liść, z którego drzewa, lub krzaczka pochodzi. Kazała uczyć się wierszyków i pacierza. I tak mijał błogo cały dzień. U babci spało się na materacu i w śpiworze. Za oknem było naprawdę ciemno. Bywało zimno.

A nad morzem — ach, Chałupy! Lepiej, niż jakiegokolwiek golasa, pamiętam pierwszy poważny superbohaterski komiks, który wtedy „przeczytałem”! Możliwe jest, że poza mną, to żadnego innego tam nie było. Golasa, nie superbohatera…

Wakacje nad morzem wspominam zawsze najmilej. Kocham szum fal i zapach wody. Najfajniej było, kiedy wskakiwało się w ogromne fale i wypływało po drugiej stronie. Albo wypływało kilka metrów dalej, jeśli nie udało się przez nie przebić 😉 Mama łapała mnie za ręce i kręciła wokół siebie, aż nie dotykałem ziemi. Na „obiad” wata cukrowa, lody i frytki — samo zdrowie. Wakacje od tego są! No i piosenki wakacyjne! Pamiętacie ich królową, Lambada? Każde lato ma swoje hity.

Bajki

Dobranocki, weekendowy Disney, codziennie anime na Polonii 1, filmy animowane na kasetach wideo. Zanim nastały czasy internetu, każda chwila z bajką w TV była na wagę trzech wielbłądów, pięciu dzbanów z wodą i jednej dorodnej blondynki.

Najbardziej kochałem maraton bajek na Polonii 1. To pod nie budował się cały plan dnia dzieciaków z osiedla. Niesamowite wrażenie — w jednej chwili całe osiedle się wyludniało i cichło… Z łezką w oku wspominam niezapomnianego Kapitana Hawk’a, Legendę Zorro, Generała Daimosa i Księgę Dżungli. Ale miło też robi się, kiedy puszczę czołówki Yattamana, Gigiego, W królestwie kalendarza. Na tych mały chłopiec uczył się, że dziewczynki są inne od chłopców. Były tez bajki dla dziewczynek, które z jakiegoś powodu też dało się oglądać — Bia — czarodziejskie wyzwanie, Czarodziejskie Zwierciadełko (khy, khy, khy), Syrenka Mako… Dobra, dość poniżania się babskimi bajkami, młody byłem, nie miałem wyboru, potrzebowałem rozrywki 😉 Sami dobrze wiecie, że wymieniać bajki z Polonii 1 można bez końca.

By nie było, byłem też maniakiem innych historyjek. Takich bardziej „niejapońskich”. Popsuty jestem „homoerotycznym” He-Manem, ekoterrorystycznym Kapitanem Planetą, Tajemniczymi Złotymi Miastami (nie jestem pewien, czy przypadkiem nie jest to najładniejsza piosenka w bajkach ever…), Kaczymi Opowieściami (ktoś nie zna? OO), Obrońcami Ziemi i Smerfami.

Rozpisałem się i zabrakło mi miejsca na filmy animowane ;] Transformers: The Movie, Robotix, 12 Prac Asterixa, Gandahar

Któregoś dnia musimy wspólnie poszukać tytułów filmów i seriali animowanych, które siedzą gdzieś nam w głowie, ale za nic nie wiemy co to jest Tutaj nawet mam pytanie, kojarzycie serial/film, w którym są jakieś stworki mieszkające w drzewie, ale nie Gumisie? Możemy też zrobić ranking ulubionych openingów 😉

Pierwszy raz

Nie ma co się rumienić! 😉 W młodości najpiękniejsze jest to, że wszystko może nas zaskoczyć. Do dziś w głowie mam pierwszy raz, kiedy napiłem się Coca-Coli (a właściwie Pepsi Coli). Kupił mi ją tata na warszawskim Starym Mieście. Albo pierwsze zwierzątko (świnka morska, Lejdi), a pierwszy kot, to kotka Dina — wszystkich nienawidziła, poza mną. Przychodziła do mnie w nocy i kładała się obok. Trzeba było ją wywieźć do cioci na wieś. Ponoć wszystkie psy w okolicy ustawiła pod siebie.

Pierwsza gra na komputerze! To jest dopiero super wspomnienie. Brat Bartek, z którym wówczas rzadko się widywałem, bo mieszkał w innym mieście, przywiózł Atari, a na nim był Golden Axe i Prince of Persia. Ten pierwszy tytuł (plus He-Man) zdaje się najbardziej nakierował mnie na fantastykę. Tak samo jak ulubiona książka braciszka, Władca Pierścieni.

Pierwszy raz, kiedy z Frycem zagraliśmy w naszą, domowej roboty grę planszową Podwodny Świat. Wspólną pierwszą zabawę z grami fabularnymi i mój pierwszy podręcznik do RPG (mam go do dzisiaj!). Albo pierwszy raz, kiedy grałem w „dorosłe” planszówki — Sojer przyniósł na świetlicę, we wczesnej podstawówce niezapomnianą Magię i Miecz.

Pamiętam też swoją pierwszą samodzielna podróż do Centrum. Pierwszą bazę w krzakach. Pierwszy raz, kiedy oglądałem Gwiezdne Wojny (a siostra rozwalała w tym czasie mój pierwszy miecz o drzwi). Pierwszą figurkę G.I.Joe kupioną w kiosku „nad kanałkiem”. Pierwszy raz, kiedy z tatą pojechałem kupować prezenty pod choinkę. Pierwszy raz, kiedy chciałem sprawdzić, jak pachnie gaz pieprzowy… yyy, o tym nie chcę opowiadać, bo to głupie 😉 Pierwszy raz, kiedy policzyłem do stu i byłem bardzo z siebie dumny. Pierwsze chodzenie za rękę. Pierwsza bójka. Pierwsze sercowe rozterki i pierwszy pocałunek.

Młodość żyje pierwszymi razami. Teraz, nawet jak takie się pojawią, są już powszechne. Straciły gdzieś niezwykłość i ciężko wskazać coś na miarę pierwszego lotu samolotem, który miałem stosunkowo niedawno, bo podczas podróży poślubnej. Każdy kolejny start i lądowanie nie robią już takiego wrażenia, choć dalej upieram się, że to najlepsze momenty lotu.

Wyobraźnia

Nie to, że dziś nie mam wyobraźni, ale kiedyś było łatwiej we wszystko uwierzyć. Wystarczyło głośne zakomunikowanie — jestem Rafaelem (Żółwie Ninja), by nim być, czy wystarczyło wziąć do ręki patyk, by wyposażyć się tym w najnowocześniejszy karabin snajperski. Nawet nie trzeba było się wysilać, by być również Rafaelem z karabinem snajperskim. Nikomu to nie przeszkadzało. Można było dowolnie mieszać konwencje. Żołnierz G.I. Joe mógł ratować Barwie siostry i było spoko. No bo skoro potrzebowała pomocy, to trzeba pomóc… Skakało się po kafelkach, czy meblach bojąc się wpaść do „lawy” (czyli na podłogę, jeśli nie pamiętacie). Można było wziąć w ręce szczotkę do zębów i zrobić występ z repertuaru Majki Jeżowskiej przed tysięczną, zakochaną w twoim głosie widownią. No albo rysowanie. Też dodawaliście „historyjki”? A może efekty dźwiękowe? Ja tak robiłem 😉

Szkoła

Tak wiem. To niespodziewany szok. Jak można tęsknić za szkołą? A no można 😉 Nie byłem najlepszym uczniem. Grzeczny, ale chemia mnie przerastała. Mama świeciła za mnie oczami w szkole, to nigdy nie miałem warunku, czy poważniejszego zagrożenia niezdania. Szkoła bardzo fajnie organizowała czas. Wstawało się rano, o 7:15. Ząbki, śniadanko, drugie śniadanie do szkoły (czasami wywalało się je do kosza dwa tygodnie później), spacerek po kumpli z bloku, a potem kilometr do szkoły.

Tęsknie za przerwami, podczas których graliśmy w unihokeja, ping ponga, czy po prostu ganialiśmy po szkole. No tak, szkoła jako miejsce budowania relacji towarzyskich. A jak relacje towarzyskie, to klasowe dyskoteki, wolne tańce do Don’t Speak — No Doubt. Fajne ganiało się też po pustym budynku, kiedy nikt nie patrzył… Świetnie wspominam szkolne turnieje w piłce nożnej. Na długich przerwach graliśmy w gry fabularne (nie potrzebowaliśmy niczego poza wyobraźnią i miłością do fantastyki). W czwartki zostawaliśmy również po lekcjach, by w nie grać. Niestety to się skończyło, kiedy pani dyrektor wymyśliła sobie, że gry fabularne to zło, czarna msza, deprawacja i niszczenie zdrowej tkanki młodego ducha na rzecz degeneracji magii i miecza.

Były jeszcze wycieczki szkolne. Mój tata był przewodnikiem po Warszawie. Dla małego szczyla to był niezły powód do dumy. Koledzy jakoś fajnej wtedy na mnie patrzyli, „ooo, to ten mądry pan, to twój tata? Ale masz faaaajnie!”. Pokazywał nam Stare Miasto, opowiadał o kamiennym niedźwiedziu leżącym pod kościołem i czekającym na dziewczynkę, która go odczaruje albo straszył legendą o przemykającym w piwnicach Krzywego Koła bazyliszku. Do dziś mam przyjemne dreszcze, kiedy wchodzę w tę ciemną uliczkę.

Kiedy indziej byliśmy w takim Biskupinie, czy w Mrągowie. Robiliśmy wszystko, żeby nasi wychowawcy osiwieli. Nie zazdroszczę niespania po nocach i nasłuchiwania, czy w którymś do pokoju chłopców nie przeszły przez balkon dziewczyny… No dobra, chłopaki do dziewczyn też szli. A któryś z nich nawet przywiózł ze sobą Świerszczyka, który ukradł tacie. Wszyscy o tym mówili, nikt go nie widział. Kto inny chciał kupić piwo, ale pani go ze sklepu pogoniła. A jeszcze inny oddalił się od wycieczki, twardziej, ale twardziel nawet może się popłakać.

Czas wyjść z kapsuły czasu. Wyjmuję dla Was zakurzoną kasetę. Na niej piosenki, które tata nagrywał z radia. Nie znam lepszej składanki, która lepiej opisuje świat, z którego wyszedłem. Było takich dużo więcej, ale tę jedną zjechałem tak bardzo, że dziś jest już nieczytelna. Udało mi się jednak zebrać wszystko, co na niej było w takiej kolejności, w jakiej tata je utrwalił.

Jakie jest Wasze najstarsze wspomnienie?
Prowadzicie pamiętniki, lub dzienniki?
Trzymajcie się ciepło!

Kamil
O Autorze

Z wykształcenia dziennikarz. Z przyjemności fotograf. Z konieczności grafik. Z miłości bloger.

PODOBNE WPISY

Jak o mały włos nie zostałam... księgową! Zawód grafika komputerowego
Jak o mały włos nie zostałam… księgową! Zawód grafika komputerowego
March 19, 2018
Kreatywne migawki kwietnia '17
Kreatywne migawki kwietnia ’17
May 02, 2017
Co warto zobaczyć na Fuerteventurze
March 10, 2017
Muzyka na poprawę humoru
January 28, 2017
Tradycja, która wywołuje uśmiech
November 21, 2016
Muzyka na Halloween — składanka 2016
October 29, 2016
BULLET JOURNAL: moje rozkładówki na październik 2016
September 18, 2016
Nasza wakacyjna playlista! + wyniki konkursu
June 23, 2016
Kapsuła czasu — prezent na rocznicę
June 18, 2016